Kawa pachnie nieśpiesznymi porankami

Budzik wyrywa ją ze snu. Z zaspanymi oczami szuka dłonią telefonu leżącego gdzieś obok poduszki. Patrzy na godzinę: 5:02. Zdumiewa się co ją podkusiło do ustawienia budzika na tak nieludzką porę. Jeszcze próbuje przetrzeć zaspane oczy dłońmi, w końcu rezygnuje, klika na drzemkę. Najpierw na jedną, drugą, trzecią. W końcu dochodzi do wniosku, że to bez sensu. Wyłącza budzik i ustawia go na kilka godzin później. Ma przecież dzisiaj wolne.

Budzik dzwoni ponownie. Blada ręka wynurza się spod kołdry i chwyta telefon. Jest 12:10. Przewraca się więc na plecy i patrzy w biały sufit.

– Znowu! Cholera – wymyka jej się mimowolnie.

Znowu przestawiła budzik. Znowu wstaje koło południa. Znowu będzie przez cały dzień prokrastynować. Bo przecież zanim wstanie, zanim weźmie prysznic i doczłapie się do kuchni po poranny kubek kawy, zegarek będzie już wskazywał 14.

Wzdycha.

Bierze wiec do ręki laptopa, którego wczoraj wieczorem odłożyła na podłogę tuż obok łóżka. Sprawdza facebooka, odpisuje na kilka wiadomości. Przegląda maila, na chwilę otworzy ebooka książki, którą miała przeczytać. Po chwili zrezygnowana odkłada komputer na miejsce. Siada na łóżku, jeszcze raz głęboko wzdycha i powolnym krokiem idzie w kierunku łazienki.

Ma nadzieję, że chłodny prysznic chociaż trochę postawi ją na nogi. Nic bardziej mylnego. Lekko zziębnięta ubiera się w najcieplejszy sweter jaki ma w szafie i nastawia wodę na kawę. W międzyczasie zagląda do lodówki i ze smutkiem stwierdza, że nie ma nic do jedzenia. Wzdycha. Bierze kubek z gorącą kawą i wraca do pokoju.

Siada przy biurku i ponownie otwiera komputer. Musi przecież chociaż przez chwilkę się pouczyć, albo ogarnąć dziesiątki niedokończonych spraw. Kiedy ponownie scrolluje facebooka, ten przypomina jej o wczorajszej premierze nowego odcinka ulubionego serialu. Odpala go.

Ogląda najpierw jeden odcinek, potem drugi i trzeci. Nagle widzi, że za oknem jest już ciemno. A zegarek na komputerowym pasku wskazuje 23.

Już nic z tym nie zrobi. Zmarnowała cały dzień. A miało być tak pięknie…

***

Budzik wyrywa ją ze snu. Z zaspanymi oczami szuka dłonią telefonu leżącego gdzieś obok poduszki. Patrzy na godzinę: 5:02. Zdumiewa się co ją podkusiło do ustawienia budzika na tak nieludzką porę. Gdzieś z tyłu głowy cichy głosik podpowiada jej, że powinna wstać. Nie chce tego robić, ale mu ulega. Wstaje z łóżka i szybko przebiega bosymi stopami po zimnej podłodze. Zgarnia grube wełniane skarpetki z drugiego końca pokoju i zakłada je. Czuje niesamowite ciepło.

Cichym krokiem wychodzi z pokoju i nastawia wodę w czajniku. Jest cicho, stara się nie obudzić innych lokatorów. Kiedy ma już w ręku kubek pełen aromatycznej kawy wraca do pokoju. Wyjmuje z szafy najgrubszy i najcieplejszy sweter jaki tylko ma. Zakłada go na siebie, bierze kubek z kawą i wychodzi na balkon.

Obserwuje z uwagą ludzi śpieszących się do pracy, jak i tych nieśpiesznie wyprowadzających psy na spacer. Kontempluje ciszę, zagłuszaną odgłosami miasta. Wdycha zapach porannej, powolnie wypijanej przez nią kawy. Uśmiecha się. Kiedy kończy jej się magiczny płyn, wraca do pomieszczenia.

Idzie do kuchni i otwiera lodówkę, wyjmuje z niej jogurt, którym polewa wsypane do miski pełnoziarniste płatki. Je śniadanie, słuchając akompaniamentów porannej playlisty.

Szczęśliwa i uśmiechnięta. Najedzona, ładnie ubrana i pomalowana, siada przy biurku. Otwiera komputer. Przeglądarka internetowa mówi jej, że jest już prawie 8:30.

Wzrusza ramionami. To nie ma znaczenia.

Otwiera edytor tekstu i szybko ubiera swoje myśli w słowa. Dopiero później daje się porwać przez wir internetu. Nie trwa to jednak długo. Szybko uruchamia pdfa z książką, którą musi przeczytać na jutrzejsze zajęcia. Siedzi tak przez jakiś czas. Pochłaniając wiedzę.

Kiedy w końcu kończy wstaje i udaje się na krótki spacer połączony z zakupami. Mijając ludzi obdarza ich wszystkim uśmiechem. Po powrocie do domu szybko przyrządza pyszny obiad, a po zjedzonym posiłku wraca do pracy.

Odpisuje na kilka maili, ogarnia kilka zaległych spraw. Przez chwilę jeszcze wraca do tamtej zaległej lektury, przerywa jej jednak telefon.  Dzwoni dobra koleżanka i mówi, że są na piwie całą ekipą. Nie musi się zastanawiać, mówi, że zaraz będzie.

Szybko się ogarnia i wsiada w autobus. Spędza kilka cudownych godzin na piwie ze znajomymi. Śmiejąc się i żartując.

Wieczorem otwiera drzwi do mieszkania. Zegarek wskazuje 23. Czas iść spać. To był dobry dzień. Już teraz pamięta dlaczego ustawiła poprzedniego dnia budzik na tak nieludzką godzinę.

Bo było warto.

Bo kawa wypita o świcie smakuje nieśpiesznymi porankami i udanymi dniami.

  • blaake_k

    Ile bym dała, żeby pierwszy wariant nie był o mnie, ale niestety. Nawet dzisiejszy dzień rozpoczął się jak w opisie, a jak sie zakończy, chyba sama się domyślam. Nawet teraz trzymam w ręku kawę, bo łudzę się, że mnie choć odrobinę zmotywuje. Bo to taka mała motywacja w formie płynu 😀