Rozpłaczmy się pośrodku miasta

Rodzimy się jako małe, pomarszczone istotki. Bezbronne i mogące tylko polegać na innych. Wychowywane na coś co ma przypominać ludzi. Biegające beztrosko po parku w czasie weekendów. A potem wrzucone w wir świata, marzeń i odpowiedzialności. Stojące na rozdrożu dróg i zastanawiające się nad tym kiedy życie stało się tak cholernie trudne.

Uczymy się walczyć

Chodzimy do różnych szkół gdzie dzielni nauczyciele uczą nas zasad gramatyki i obliczania skomplikowanych działań matematycznych. Nikt jednak nie nauczy nas ekonomicznego spojrzenia na świat. Nie powiedzą nam, że jeśli szukasz najtańszego sera w sklepie to patrzysz nie na cenę produktu a cenę za kilogram. Nie nauczą nas jak złapać rybę w jeziorze ani jak rozpalić ognisko. Przyzwyczajeni do wiecznej obecności mądrzejszych i bardziej doświadczonych osób nie uczymy się jak przetrwać na bezludnych wyspach.

Budzimy się potem z tego marazmu i zostajemy stojąc gdzieś pośrodku zaludnionego miasta, krzycząc do siebie tak by nikt inny nie mógł tego usłyszeć. Uczymy się walczyć, przetrwać w dżungli rozwiniętego świata. Przetrwać w miejscu gdzie by to zrobić wcale nie wystarczy rozpalić ognia, ale gdyby wystarczyło nawet przy tym byśmy polegli.

Mamy wielkie marzenia

Oglądając setny już film o wielkim świecie i idealnym życiu, czytając kolejną książkę o przezwyciężaniu problemów, nauczyliśmy się marzyć.

Wyobrażając sobie jak to łatwo jest przeskakiwać przez płotki podstawiane nam przez los i jak pięknie jest biec bosymi stopami po trawie. Wierzymy w to, a potem okazuje się, że płotki nie są wcale płotkami, a wielkimi płotami. A bieganie boso po trawie, która wcale nie jest idealnie skoszonym trawnikiem, jest okropnie bolesne.

Zycie jest przewrotne

Uderza w nami ciosami, których nie umiemy zablokować. Spada na nas tyle rzeczy, na które nie mamy nawet najmniejszego wpływu, na które nic nie możemy poradzić bo najzwyczajniej w świecie nie zależą od nas. Stajemy pośrodku labiryntu, i nawet jeśli pokonaliśmy już Minotaura, to brakuje nam magicznej nici, by wrócić do domu.

Ustalasz więc sobie, że przez głupie pięć minut możesz się rozkleić i upaść na kolana. Ale tylko na pięć minut. Potem musisz wstać i iść dalej. Iść i walczyć.

Rozpłaczmy się więc pośrodku miasta… ale tylko na pięć minut…