Czas na nie bycie

Kiedy budzisz się rano czujesz zmęczenie. Oczy, w dalszym ciągu nie są wstanie przyzwyczaić się do niewielkiej ilości snu zażywanej codziennie. Starasz się to ignorować, wstajesz z łóżka, pijesz kolejny wielki kubek czarnej kawy i działasz. Uczysz się, biegniesz na uczelnie, do pracy, czasem się jeszcze z kimś spotkasz czy poprowadzisz nocne rozmowy na błahe tematy. Żyjesz tak i wydaje Ci się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Może przydałoby się odrobine więcej snu, ewentualnie o kilka godzin dłuższa doba.

A potem idziesz na ostatni egzamin.

Wychodzisz z niego, z dziwnym poczuciem lekkości, bo to co zostało Ci do zaliczenia to już w zasadzie tylko kilka formalności. Spływa z Ciebie wszystko. Milion emocji ostatnich tygodni, stres i nieprzespane noce. I w jednej chwili orientujesz się, że jesteś obłędnie zmęczony, zaczyna do Ciebie docierać, to że za dużo wziąłeś sobie na kark i że nie masz już siły.

Nie masz jej tak bardzo, że ledwie jesteś w stanie dopić do końca swoje piwo. Nie masz nawet ochoty na swoje ulubione lody z lidla, czy pierniki w czekoladzie. Film, o którym marzysz od tygodnia okazuje się wcale nie być, aż tak bardzo ciekawy, a nowy odcinek ulubionego serialu jest na tyle kiepski, że wyłączasz go po kilku minutach.

Wracasz więc do domu. Siadasz na łóżku i czujesz dziwną pustkę. Niby spokój, a jednak brak spokoju. Masz gdzieś w sobie pragnienie by wyłączyć wszystko.

Odłożyć na półkę telefon, wyłączyć komputer. Wziąć książkę, która od miesiąca zbiera tylko kurz na grzbiecie. Zaparzyć sobie kubek ulubionej herbaty. Otworzyć okno, usiąść na parapecie i wdychając powietrze, ciepłego letniego wieczoru zacząć czytać, co jakiś czas zerkając na ludzi idących ulicą i dzieci kopiących piłkę na boisku.

Tak zwyczajnie. Bez pośpiechu i presji. Bez świadomości, że musisz coś zrobić, że musisz gdzieś być, że ktoś na Ciebie liczy.

Jesteś tylko ty i czas na nie bycie.

  • klarr

    Chciałabym już to poczuć *.*