Nowy rok, stara ja…

Czy jak to tam powinno brzmieć?

Zresztą, nie ważne. I tak każdy doskonale wie co mam na myśli. Idzie nowy rok, trzeba się za siebie wziąć. Za rozwój, za naukę, za wydajniejszą pracę, za relacje, za ciało. Jednym słowem, idzie nowy rok, trzeba się wziąć za wszystko.

W końcu nic tak nie motywuje do zmian, jak nowy początek. A czy może być jakiś większy początek, niż nowy rok? Ten cudowny moment kiedy szóstka, ze słynnego 2016 zmienia się w siódemkę i już wiemy, że przez najbliższe dwanaście miesięcy będzie nam wszędzie towarzyszyć.

I właśnie wtedy pojawia się ta myśl, że może by tak ten rok z siedemnastką na końcu uczynić lepszym rokiem? Może by sprawić, że zapoczątkuje on nowe, lepsze życie? Może warto postawić na samo rozwój czy też rzucić tą nielubianą pracę? A może iść na studia albo założyć własną firmę?

No cóż.. Nie będzie to wielkim odkryciem, jeśli tak jak Hermiona zawołam śpiewnym głosem: It’s not going to work (Nic z tego nie będzie).

Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że nigdy nie wychodzą poza etap, w którym są tylko postanowieniami. Czasem może się zdarzyć, że przez pierwszy tydzień stycznia jest jakaś motywacja do działania i zmian, ale bądźmy szczerzy, czy kiedykolwiek u kogokolwiek trwała ona dłużej? W Lutym w końcu nikt już nie pamięta o tym, że gdzieś tam kiedyś, miesiąc temu miał jakieś postanowienia noworoczne.

Rok temu, mniej więcej o tej porze napisałam ten tekst, czytając go teraz chciało mi się śmiać. Nie dlatego, że to co napisałam jest głupie, raczej stwierdziłabym, że jest dość naiwne. Postanowienia noworoczne nie wychodzą. Jeśli wyszły, to zapewne dlatego, że były mocno przemyślanymi celami, a nie rzuconym na wiatr postanowieniem poprawy. Jest jedna rzecz, którą z powyższego tekstu zacytuje:

A może zamiast wypisywać kolejne cele do osiągnięcia warto postanowić sobie, że to będzie dobry rok, lepszy od poprzedniego i minimalnie gorszy od tego, który nastąpi po nim. To będzie po prostu kolejny dobry rok i tego właśnie powinniśmy się trzymać.

I mogłabym was teraz z tym zdaniem zostawić, ale zrobię małe podsumowanie.

W tym roku opublikowałam na blogu 33 teksty (licząc ten, który teraz czytasz), w 2015 roku opublikowałam ich 39. Mimo to uważam, że te napisane w obecnym roku były lepsze, co nie zmienia faktu, że ciągle jest ich za mało. Ciągle brakuje mi czasu i ciągle nie umiem go sobie zorganizować. Wiem, że chcę się na tym polu poprawić w 2017 roku i nie powiem że to postanowienie noworoczne, bo raczej jest to właśnie cel i przymus. Bycie niezorganizowaną mnie wykańcza, jestem zbyt zmęczona by robić cokolwiek, więc automatycznie jak mam czas to zazwyczaj śpię, albo nadrabiam zaległości w serialach. Więc nie postanowienie a cel na nowy rok to zorganizować się.

Powiedziałabym, że mam nadzieję że mi się uda, ale nie mam nadziei. Mam raczej silne postanowienie, że musi się udać, bo jak nie to bardzo prawdopodobne, że umrę z wycieńczenia, a tego raczej sobie nie życzę.

  • klarr

    Mam ten sam cel: być zorganizowana! 😁 Akurat jestem osobą, która bardzo lubi rozpisywać sobie postanowienia, bo jeśli nawet mialyby trwać tylko pierwszy miesiąc to wychodzę z założenia, że lepiej to niż nic 😊
    Trzymam kciuki za nowe cele – szczególnie tą większą ilość postów na blogu, bo świetnie się je czyta 😻 oby 2017 był jeszcze lepszym rokiem 😺

  • Pingback: Wątpliwości są okej | herekore.pl()