Dusza towarzystwa – wcale nie musisz nią być

Każdy z nas ich zna.

Ludzi, którzy zawsze błyszczą w towarzystwie, ludzi, na których zawsze są skierowane oczy większości. Opowiadają najlepsze kawały i najlepsze historie. Zawsze wywołują salwy śmiechu i mają coś do powiedzenia na każdy temat.

Każdy z nas ich zna.

Ludzi, którzy w ciągu tygodnia, niczym jak za sprawą magii, zyskują popularność we wszystkim co robią. Ludzi, którzy zawsze dostają najwięcej głosów w wyborach do samorządów i którzy zgarniają największe ilości lajków na facebooku.

Większość z nas, osób które nigdy nie miały tego ‚polotu’ chce, albo chciało być taką duszą towarzystwa. Gromadzić wokół siebie dużo ludzi, umieć ich zawsze rozbawić, sprawić, że wszyscy wyczekują, aż pojawisz się na imprezie.

Nigdy nie byłam taką osobą, nigdy taką osobą nie będę. To trochę paradoks, bo bardzo lubię tłumy, lubię jak w około jest ogrom ludzi, nie lubię jednak grup większych niż pięć osób, z którymi trzeba rozmawiać. Przestaję wtedy mówić, nie lubię się przekrzykiwać, ani wcinać ludziom w zdanie.

Nie jestem dobra w small talki i rozmawianie o przykładowej pogodzie.  W ogóle najlepiej mi się rozmawia z ludźmi, kiedy nie ma ich więcej niż troje, licząc w tym mnie.

Może to jest dziwne, może nie. W zasadzie sama nie wiem, po prostu tak mam i już. Zazwyczaj po prostu nie czuję potrzeby, by mówić, więc nie mówię. Chociaż co dziwne, lepiej mi się odpoczywa w fajnym towarzystwie, robiąc coś fajnego niż siedząc samemu i czytając, czy oglądając seriale. Mimo to lubię być sama, lubię czasem się wyłączyć i po prostu myśleć, o ciekawych pomysłach i tych mniej ciekawych też. Jestem chyba dość dziwnym człowiekiem.

Można stwierdzić, że nie przeszkadza mi bycie samej, nie przeszkadzają mi moje myśli. A jest sporo ludzi, którzy wiecznie muszą coś robić, muszą być czymś zajęci, bo nie są w stanie znieść brzemienia własnych myśli.

Utkwił mi w pamięci fragment 4 części serii „obca” Diany Gabaldon, gdzie jedni z głównych bohaterów rozmawiają o takim właśnie rodzaju samotności:

Początkowo wydawało mu się, że samotność go zabije. Ale gdy stwierdził, że jest w stanie z nią żyć, zaczął sobie cenić pustkę gór.

(…)

Przez długi czas żadne z nich się nie odzywało. Słuchali w spokoju. Na pobliskiej jodle pracowały jakieś ptaszki. Wisiały głową w dół z gałęzi, polowały na robaki i rozmawiały o tym, co znalazły.

  – Roger… – odezwała się nagle. Serce przeszyła mu strzała zazdrości, tym bardziej bolesna, że nieoczekiwana. Czy nie miał jej mieć dla siebie nawet na tak krótki czas? Otworzył oczy i postarał się wyglądać na zainteresowanego. – Próbowałam mu kiedyś opowiedzieć, jak to jest być samemu. Że myślę, iż to może nie taka zła rzecz. – Westchnęła, ściągając brwi. – Wydaje mi się, że nie zrozumiał.

  Chrząknął.

  – Wydawało mi się… – zawahała się. Spojrzała na niego i odwróciła wzrok. – Myślałam, że to dlatego… że to dlatego ty i mama… – Miała tak jasną skórę, że widział, jak napływa do niej krew. Odetchnęła głęboko, trzymając w ręku kawałek skały. – Ona też taka jest. Nie przeszkadza jej, że jest sama.

Zerknął na nią, chcąc wiedzieć, dlaczego to mówi. Jakie było życie Claire w ciągu tych lat, które spędzili osobno, że zyskała taką wiedzę? Tak rzeczywiście było, Claire znała smak samotności.

Samotność była chłodna jak wiosenna woda i nie wszyscy mogli ją pić. Wielu nie odświeżała, tylko przejmowała śmiertelnym chłodem.
(…)
– Tak, to może prawda – przytaknął ostrożnie. – Widziałem kobiety, a czasami i mężczyzn, którzy nie mogli znieść brzmienia własnych myśli. Być może nie są dobrą parą dla tych, którzy mogą.
– Rzeczywiście – powiedziała smutno – może nie są.

Introwertyzm to bardzo ciekawe zjawisko, ekstrawertyzm zresztą też. Pokazuje ogromne różnice jakie są miedzy ludźmi i ich psychikami. Każdy woli coś innego. Jednak w dalszym ciągu mówi się, że introwertycy to ludzie nieśmiali, często się ich szykanuje, zwłaszcza jako dzieci. A prawda polega na tym, że introwertycy po prostu lubią przebywać sami ze sobą, nie szukają na siłę towarzystwa, tylko po to by nie być samemu. Introwertykom to po prostu nie przeszkadza, a nawet ładuje im akumulatory.

Wiadomo, że większość ludzi ciągnie bardziej do tych wygadanych i roześmianych ludzi. Niemniej jednak, każda z tych grup niesie ze sobą ogromne wartości, zazwyczaj kompletnie różne, jednak tak samo ważne.

Więc, jeśli nie jesteś duszą towarzystwa, to zamiast na siłę starać się nią być zaakceptuj to kim jesteś, a dostrzeżesz wiele pozytywnych aspektów. A jeśli jesteś ekstrawertykiem to po prostu nie szykanuj.

Akceptuj.