Porażki nie zawsze przynoszą korzyści

Europejczycy mają jedną bardzo o specyficzną cechę, wszyscy mówią o korzyściach jakie przynoszą porażki. Nie mówię oczywiście, ze Amerykanie, Azjaci czy Australijczycy tego nie robią, ale idea benefits of failure to głównie stary kontynent.

Europa ma bardzo długą historię, wiele bitew, granice, które zmieniały się niezliczoną ilość razy, dwie wojny światowe, które objęły cały kontynent. Nauczyliśmy się wyciągać wnioski z historii, zauważyliśmy, że porażki prowadzą do większych sukcesów i tak sobie powtarzamy. Częściej mówimy o naszych błędach i częściej się też na nich uczymy.

Upadłem, więc się podniosę, będę iść dalej, stanę się silniejszy, wyciągnę wnioski. To wszystko prawda, porażki dają niesamowitą siłę, ale wszystko kiedyś się kończy, porażki są dobre… ale do czasu.

Świat jest sumą wielu limitów, wielu granic. W jednym z wiedźmińskich opowiadań pojawia się stwierdzenie: „Tylko legenda i mit nie znają granic możliwości”. I ja się z tym zgadzam. Możesz ponieść sto porażek i czuć, że dalej będziesz iść i walczyć, ale za sto pierwszą możesz już nie mieć siły się podnieść.

Wierzę, że każdy ma swoją granicę, że każdego człowieka można złamać i jednocześnie wiem, że jest wielu ludzi, których złamać może jedno słowo.

Nigdy nie wiemy ile porażek poniosła jakaś osoba, nie wiemy ile razy, ktoś powiedział jej coś złego. Nigdy nie wiemy, czy nasze słowa, czy kolejna porażka, nie sprawią, że ten ktoś nie będzie miał już siły, by dalej walczyć.

Warto ponosić porażki, warto się na nich uczyć, ale trzeba też wiedzieć, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami, nie wszyscy mamy tyle samo siły i dla jednego pięć porażek to będzie nic, a dla kogoś innego, może to być koniec świata. I mówienie komuś w takiej sytuacji, że się podniesie, jest jak kopanie leżącego.

Chciałam chyba po prostu powiedzieć, że nie możemy oceniać innych przez pryzmat nas samych. Bo są ludzie, którzy są od nas emocjonalnie silniejsi, ale są też tacy, którzy są słabsi.