Konwenanse czyli tak i nie dla zasad etykiety

W trakcie czytania książek Jane Austen, czy też gdzieś pomiędzy zachwytami nad Aidanem Turnerem podczas oglądania Poldarka, możemy zauważyć kwintesencje konwenansów. Spotykamy tam całą game savuar vivru i etykiety, która panowała w tamtych czasach. Momentami bardzo przesadzonej i teatralnej, a jednak jednocześnie mającej w sobie coś fascynującego. Co prawda konwenanse w formie XVIII wiecznej odeszły już w niepamięć, jednak we współczesnym społeczeństwie nadal w jakiejś formie istnieją.

Jeszcze parę lat temu byłam zagorzałą feministką (co prawda w jakimś stopniu nadal nią jestem) i bardzo irytował mnie każdy przejaw etykiety od płci przeciwnej. Przepuszczanie w drzwiach, pomaganie w niesieniu torby, całowanie w rękę. Bardzo mnie to irytowało. Nie powiem, że teraz mnie to w ogóle nie irytuje, bo to zależy od sytuacji, niemniej jednak jeśli już mnie to denerwuje to w mniejszym stopniu. Bycie gentlemanem, albo damą ma w sobie właśnie coś z tych dawnych zasad etykiety, jakiś rodzaj piękna, co prawda jest to dzisiaj rzadko spotykane, ale jednak istnieje i obecnie nawet się z tego cieszę.

No ale zasady etykiety to nie tylko relacje damsko-męskie. To ogólne zasady zachowania względem innych ludzi, zasady mówiące nam jak zachować się w jakiejś sytuacji czy też jak odnosić się w stosunku do innych. Zasady zachowania chociażby przy stole są jak najbardziej potrzebne, potrafią odmienić każdy posiłek, w końcu nikt nie lubi jeść słuchając jak ktoś obok siorbie, albo patrząc na kawałek mięsa w umazanych tłuszczem dłoniach. Lubimy jak jest miło, elegancko i czysto, nie lubimy za to przesady, kiedy ktoś wytyka nam błędy np. w trzymaniu kieliszka z winem. Bo w zasadzie co za różnica czy trzymasz ten kieliszek za nóżkę czy nie, w końcu i tak sam wypijesz to wino.

konwenanse

W konwenansach są jednak rzeczy, które nie do końca mi pasują. Bardzo nie lubię zwracania się do siebie per Pan/Pani. Nigdy nie do końca to rozumiałam. Na samym starcie relacji, niezależnie od tego czy jest to relacja pracownik-szef czy też zwykłe zawodowe albo i nie zawodowe koleżeństwo. Zaczynając od Pan/Pani pierwsze co robimy to stwarzamy dystans, sztuczny dystans. Dużo osób powie, że to jest oznaka szacunku, osobiście nie do końca jestem zainteresowana tym by ktoś zwracając się do mnie per Pani okazywał mi szacunek, wole by mnie po prostu z tym szacunkiem traktował, a poprzedzenie jakimś zwrotem mojego imienia czy nazwiska szacunku nie doda. Podobna sytuacja pojawia się na uczelniach, kiedy niektórzy profesorowie oburzają się jeśli nie zwrócimy się do nich ich tytułem, a nie daj Boże w mailu pomylić tytuł to o uzyskaniu odpowiedzi możemy pomarzyć, oczywiście nie każdy wykładowca taki jest, na szczęście.

Wiele osób powie, że w XXI wieku konwenanse już nie istnieją, a prawda jest taka że one są i zawsze będą, bo chcąc nie chcąc nikt z nas nie mógłby bez nich żyć. Obyczaje są w końcu po coś, głównie po to że bez nich nie wiedzielibyśmy czego się spodziewać po innych. Wyobraźcie sobie, że ktoś podaje wam rękę na przywitanie, wy odwzajemniacie się tym samym a ten ktoś wyciąga nóż i odcina wam palec, albo ktoś nieznajomy zamiast zapukać po prostu wchodzi do twojego domu. Przepuszczam, że nikt by tak nie chciał, więc chyba jednak lepiej że te konwenanse są, nie musimy się stosować do wszystkich, ale niektóre są nam potrzebne.

Zresztą najgorzej i tak mieli kiedyś władcy. Nie dość, że zawsze musieli postępować zgodnie z zasadami etykiety  to jeszcze i korzystać z toalety musieli w sali pełnej ludzi.

Follow my blog with Bloglovin>