Karp w wannie – tradycja czy głupota?

Wigilia zbliża się wielkimi krokami, a co za tym idzie większość sklepów zmienia się w staw dla ryb. Chociaż staw nie jest zbyt dobrym określeniem dla tego co się dzieje w polskich marketach, bardziej mi to przypomina ubojnie dla świń, ewentualnie piwnicę pełną ziemniaków, tylko z wodą zamiast powietrza i karpiami zamiast kartofli.

Wszyscy ludzie kupujący żywe karpie powołują się na tradycje, czasem na świeżość ryby. Kiedy w sklepie zwróci się komuś uwagę, że te ryby cierpią, są niedotlenione, spędzają wiele czasu w ścisku, to słyszę w odpowiedzi „To tylko ryba, ona nic nie czuje, a tradycja to w końcu tradycja”, a pani sprzedająca karpie dumnie odpowiada „Świata pani nie zmieni”. Problem w tym, że nie chcę zmieniać świata, tylko mentalność polaków, którzy kupują żywą rybę, z powodu tradycji, która swoją drogą swój początek ma w czasach PRL-u. Karpie były wtedy najtańszymi rybami w sprzedaży, przez co władze zaczęły je masowo produkować w okresie świątecznym, a że łatwiej było sprzedać karpia żywego niż go odpowiednio oprawić to masowo sprowadzano żywe karpie do zakładów pracy. W taki właśnie sposób karpie trafiły, jako jedno z głównych dań, na nasz stół wigilijny.

Karp w wannie

Kiedyś zabijanie karpi miało więc jakieś uzasadnienie. A teraz? To już tylko dziwne przywiązanie, bo tak robili rodzice i dziadkowie. Tyle tylko, że mamy XXI wiek, można kupić ryby w płatach, zamrożone, które będą tak samo smaczne, a może nawet i smaczniejsze. Jest naukowo udowodnione, że w sytuacji stresu organizm wytwarza hormony, które zakwaszają mięso. Tak wiec nie widzę uzasadnienia w zabijaniu samemu ryb, narażania ich na ogromny stres związany z licznym transportem. Jeśli tak nam zależy na świeżej rybie, możemy kupić świeże płaty, a nawet świeżą rybę, uprzednio zabitą, nie narażoną na bezsensowny stres, ścisk i niedotlenienie. Nie trzeba własnoręcznie zabijać ryb, zwłaszcza że ciężko jest to poprawnie zrobić w domowych warunkach. Zresztą jaka jest przyjemność w zamienianiu kuchni czy tam łazienki w rzeźnie?

Jeśli kupujesz żywego karpia, to proszę przemyśl to, bo naprawdę tylko niepotrzebnie narażasz tę rybę. Transportowanie karpia w małej foliowej torebce, trzymanie go w wannie, własnoręczne (często nieumiejętne) zabijanie tylko dlatego, że tradycja tak każe – czy na prawdę chcemy mieć takie tradycje? Bo w dzisiejszych czasach to po prostu głupota.