Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało i jak to zatrzymać?

Wszyscy kiedyś dorastamy i nie mam tu na myśli wyzbycia się tego dziecięcego pierwiastka, który każdy z nas nosi w sobie. Mam na myśli odpowiedzialność, za siebie i swoje życie, czasem też za innych. Jako dzieci  mogliśmy być lekkomyślni, nie musieliśmy przejmować się niczym, a potem jak grom z jasnego nieba spada na nas właśnie odpowiedzialność.

Nagle okazuje się, że trzeba zapłacić rachunki, bo jak tego nie zrobisz to wykopią Cię z mieszkania, jak nie doładujesz telefonu to okaże się, że nie masz z czego zadzwonić. Jeśli wieczorem nie kupisz chleba, to możesz pomarzyć o śniadaniu zjedzonym w piżamie, bo najpierw będzie się trzeba ubrać i iść do sklepu.

Już nie możesz tak jak kiedyś postanowić sobie rano, że idziesz na wagary, a jeśli już tak zrobisz to zapewne nazajutrz zostaniesz bez pracy i środków do życia. A jeśli przyjdzie Ci podpisać jakąkolwiek umowę to musisz przeczytać ją od deski do deski starając się cokolwiek zrozumieć by nie wkopać się w jakieś bagno. Musisz też co roku robić żmudną czynność jaką jest wypełnianie PIT-ów. Tu też musisz uważać, bo jak zrobisz coś źle to w domu na kolacji będziesz mieć gościa o imieniu skarbówka.

A jak już nie daj Boże dojdziesz do tego etapu kiedy będziesz odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i za jakiegoś malca biegającego po trawie, to już w ogóle będzie przerąbane. Odpowiedzialność pełną parą.

dorośli

Pamiętam te czasy kiedy jak ktoś miał trzydzieści lat to wydawał się starym bucem. Takim wiecznie poważnym, żyjącym między pracą a wyjściem z psem na spacer. Dorośli ludzie byli wtedy tak bardzo nudni i przewidywalni. Ciągle nam czegoś zabraniali, bo dla nich liczyły się zasady. Kiedy opiekuję się jakimś dzieckiem i musze mówić, że nóż to nie jest odpowiednia zabawka dla 4-latki, to też pewnie jej się wydaje, że jestem nudna i zasadnicza.

Po czasie jednak wszyscy dostrzegamy różnice, zazwyczaj wtedy gdy bliżej nam do tego „buca” niż do wieku przedszkolnego. Bo nagle się okazuje, że jak człowiek jest dorosły to poza tą odpowiedzialnością, też może się zabawić i przez chwile być jak nastolatek. Może się wygłupiać, tańczyć w tłumie przechodniów na ulicy czy jeździć na rolkach w wieku sześćdziesięciu lat.

I to jest okej. Nie ma żadnej granicy mówiącej w jakim wieku można się wygłupiać, a w jakim trzeba przyjąć pozę poważnego człowieka.

A dorosłość, no cóż chyba nie jest taka zła jakby się mogło wydawać.