Cudowny napój czyli jestem kawoholiczką

Zaczyna się niewinnie. Pewnego razu postanawiasz wziąć kubek i napełnić go tym napojem bogów. Tłumaczysz to sobie dość prozaicznie. Będzie mi się lepiej myśleć, łatwiej się skupie. No wiecie, lepsza wydajność mózgu.

Początkowo zamiast kawy czy nawet kawy z mlekiem pijesz coś co można nazwać mlekiem z kropelką kawy. Zachwycasz się smakiem napoju, który nawet nie smakuje jak kawa, to bardziej mleko posłodzone cukrem, ale Ty czujesz w sercu jakieś takie dziwne szczęście.

Z czasem dochodzisz do pułapu dojścia do najbliższego McDonalda i kiedy inni zajadają się hamburgerami czy wrapami popijanymi colą, Ty z jakąś dziwną nonszalancją zamawiasz małe cappuccino i już prawie czujesz się jak w tych amerykańskich filmach. Potem to już tylko Starbucks i ten lans, kiedy mówisz że piłaś prawdziwą kawę, taką z jednej z tych sieciówek, a jak masz zdjęcie jako dowód to już możesz czuć się Bogiem.

Jestem kawoholiczką

Potem jest już tylko gorzej. Z nadmiarem pracy czy nauki radzisz sobie kolejnymi kubkami z cudownym płynem. Już standardem robi się wypicie kawy rano, potem jeszcze jednej, po południu kolejnej, a na wieczór jeszcze jednej. Tak dla dobrego snu. Oczywiście to nadal bardziej mleko niż kawa, ale od czasu do czasu czujesz zew szaleństwa i kupujesz sobie cappuccino w proszku.

Zaczynasz opowiadać światu jak to bardzo lubisz kawę i jak nie możesz bez niej żyć. Świat zaczyna się o Ciebie bać i karze Ci rzucić, proponują Ci spotkania grup wsparcia gdzie będziesz zmuszana do powiedzenia słów: jestem kawoholiczką. Jednak ty wiesz, że tak naprawdę nie ma żadnego uzależnienia, czasem zdarzają Ci się dni bez kofeiny i czujesz się z tym jak najbardziej okej, tylko tych dni robi się coraz mniej. A jak już się zdarzają to zaczynasz się skarżyć, że boli głowa, że światło przeszkadza, więc mówisz trudno i sięgasz po kawę.

Z czasem pod pretekstem przejścia na zdrowy tryb życia odstawiasz cukier i zaczynasz pić samą kawę z mlekiem, którego swoją drogą dolewasz coraz mniej. Pewnego dnia okazuje się, że lodówka świeci pustkami, więc zadowalasz się kawą bez mleka i okazuje się, że nie jest taka zła jak Ci się kiedyś wydawało, więc powoli w ramach oszczędności przestajesz kupować mleko.

A teraz? Teraz pochłaniasz hektolitry czarnej jak smoła kawy i wiesz, że musisz przestać, ale w jakiś dziwny sposób kochasz ten smak.

  • klarr

    Jeszcze nie doszłam do etapu kawy bez mleka, ale mam nadzieję, że nie dojdę, bo mleko muuuuusi być 😀

    • Ja się musiałam przerzucić na kawę bez mleka, bo mleko zaczęło źle działać na mój żołądek, a z mlekiem sojowym jakoś mi nie posmakowała. No ale spotkanie z czarną kawą nie było takie złe, warto próbować nowych rzeczy 🙂

  • Pingback: Kiedy plany zostają tylko planami | herekore.pl()